Wystawa ŚWIATŁO. PRAKTYKI ODPORNOŚCI to opowieść o tym jak światło, to fizyczne i to metaforyczne, kształtuje naszą percepcję, emocje i wewnętrzną siłę. To fundamentalne arché – źródło życia i energii, prawdy i poznania – prowadzi nas przez ekspozycję, w której zapraszamy do refleksji nad tym, gdzie szukamy wewnętrznej siły i jak budujemy własną odporność. Wystawa przypomina, że człowiek od zawsze potrafił dostosować się do zmieniających się warunków. Szukał światła nawet w ciemności, odnajdywał sens, kreował nowe formy życia i sztuki. Budowanie odporności jest codzienną praktyką, która pozwala nam przetrwać i iść dalej. Prezentowane prace eksplorują obecność światła w obrazie jako narzędzia budowania kompozycji, tonu i charakteru, ale także jako symbolu nadziei, wytrwałości i przemiany.
Inspiracją dla tematu wystawy jest obraz Jerzego Tchórzewskiego Człowiek i światło z 1956 roku. Dzieło to powstało niedługo po II wojnie światowej, w okresie „odwilży”. Obraz nabiera więc wymiaru metafory odrodzenia, zarówno artystycznego, jak i egzystencjalnego. Eksplodująca gwiazda, która pojawia się w dziele, staje się znakiem nadziei oraz nowej energii twórczej. Jerzy Tchórzewski zaliczany jest do najciekawszych indywidualności polskiej sztuki drugiej połowy XX wieku. Jego malarstwo emanuje dramatyzmem i ekspresją – rozświetlone ognie, pulsujące płomienie, iskrzące się błyskawice czy drgające, elektryczne linie rozdzierają powierzchnię płótna, nadając obrazom spektakularny charakter. Dynamiczne i świetlne walory sprawiły, że Tchórzewski zapisał się w historii jako artysta, który potrafił połączyć doświadczenie zniszczenia z wizją duchowej oraz twórczej odnowy. Mieczysław Porębski tak pisał o percepcji malarstwa artysty: „Światło, które stworzył Jerzy Tchórzewski różni się od wszystkich świateł, do których przyzwyczaiło się nasze postrzeganie i które zostały usankcjonowane w obrazach, z jakimi zdarzało się nam mieć do czynienia. Jest to światło infracerebralne. Nie oświetla ono realnych przedmiotów i nie podporządkowuje się pospolitym prawom barwnej harmonii, których źródłem jest słońce. Rozżarzając się na obrzeżach form, które uparcie tkwią w podświadomości, przebiegając fosforyzującymi pasmami po ich powierzchni, izolując je i ograniczając, staje się ono wykładnikiem napięcia”.
Równoległym wątkiem wystawy są różnorodne praktyki budowania odporności, rozwijane przez artystki i artystów w odpowiedzi na doświadczenia osobiste oraz historyczne. Jedną z nich jest zaczarowywanie świata – subtelne gesty, które odnajdujemy w twórczości Janiny Kraupe-Świderskiej i Urszuli Broll, gdzie wyobraźnia i duchowość stają się narzędziem przezwyciężania codzienności. Odporność przejawia się także poprzez aktywność fizyczną, w ćwiczeniach, badaniu granic ciała i wytrzymałości, jak u Doroty Kozieradzkiej. Inni artyści zwracają się ku medytacji i wymiarowi duchowemu, znajdując w nich przestrzeń wyciszenia i siły, jak Koji Kamoji. Niektórzy zmagają się z samą materią sztuki: Teresa Tyszkiewicz, wymagająca wobec siebie samej, wbijała tysiące szpilek w powierzchnię obrazu, czyniąc z tego gestu zarówno akt koncentracji, jak i sprawdzian wytrwałości. Barbara Pniewska, posługując się trudną i rzadko wybieraną techniką metaloplastyki, realizowała kompozycje będące jednocześnie metaforą siły i ochronnym pancerzem. Jej twórczość, kształtowana w latach 60-tych i 70-tych, w tym także już po emigracji do Stanów Zjednoczonych, trafiła do znaczących kolekcji, a dziś – oglądana w prezentowanym zbiorze – jawi się jako świadectwo unikatowych poszukiwań. Pniewska potrafiła przemienić tworzywo kojarzone z przemysłową, surową produkcją w formy organiczne, cielesne i zmysłowe, jednocześnie nieco mroczne, jakby zaczerpnięte z „Metropolis” Fritza Langa. Metal w jej dziełach staje się zarazem znakiem surrealistycznej metafory, jak i wyrazem siły, odporności oraz odwagi twórczej.
Na wystawie nie mogło zabraknąć klasyków i klasyczek abstrakcji geometrycznej – nurtu, który w sposób szczególnie sugestywny ujawnia swoją istotę właśnie poprzez światło. To tu, kolor i forma, poddane rygorowi kompresji, budują niezwykłą energię dzięki świetlnym załamaniom, odbiciom i drganiom. W tym kontekście wybrzmiewają wczesne, nieco surowe, lecz nasycone intensywną barwą kompozycje Wojciecha Fangora. Ich prosta, niemal emblematyczna forma jarzy się żywym, pulsującym kolorem, jakby próbowała uchwycić zjawisko emanacji. Obok nich pojawia się obraz Jerzego Kałuckiego, utrzymany w nieomylnym porządku geometrii, srogiej i radykalnej czerni, która dzięki subtelnie projektowanym proporcjom zamienia się w rodzaj świetlnej architektury.

































